Aloha, przybyszu. Jesteś właśnie na sekretnym tropie, gdzie znajdziesz recenzje, wywiady czy tematy około książkowe. Jeśli chcesz, zostań na dłużej, będzie miło. Możesz zaobserwować blog, polubić fanpage oraz subskrybować kanał na YouTube.

* Sekretny Trop istnieje od 01.08.2016.
* Aktualny szablon jest od 21.01.2017 wykonany przez Ayash.
* the Shadow będzie pojawiać się w każdą pierwszą sobotę miesiąca.
*the Shadow nie ma żadnego znaczenia. Jest to po prostu wybrane słowo, do określenia cyklu postów.
* recenzje, wywiady czy inne posty będą publikowane nieregularnie
* Ayash mówi o... to nieregularny cykl filmów umieszczanych na kanale YT oraz na sekretnym tropie
* Nick Ayash nie ma żadnego znaczenia.

15.10.2016

Wywiad: Agnieszka Lis

Agnieszka Lis to autorka książek z gatunku literatury współczesnej oraz obyczajowej. Pochodzi z Koszalina, lecz mieszka na obrzeżach Warszawy. Z wykształcenia jest pianistką i dziennikarką. Przez wiele lat pracowała w korporacji, potem nauczyciel muzyki.

Pytanie nr 1: Wydała Pani do tej pory już kilka książek. Od czego się zaczęło pisanie powieści?
Odpowiedź: Pisanie kojarzy mi się z dzieciństwem. Pisałam od zawsze. Od kiedy umiałam trzymać długopis. Miałam kilka lat, gdy odkryłam, że zapisanie smutku pomaga go przezwyciężyć. Nie zdawałam sobie sprawy, że odkryłam przepis na codzienność.
Prosto się o tym dzisiaj pisze, jednak droga była długa. Jestem pianistką z wykształcenia, oczywiście chodziłam do szkoły muzycznej. Dużo ćwiczyłam, naprawdę dużo, przynajmniej od pewnego momentu, jak już dojrzałam do tego, że muzyka to jest „to coś”. Nie miałam czasu na pisanie, poza może pisaniem wypracowań, a akurat pod tym względem miałam wymagająca polonistkę.
Potem życie było… szybkie. Praca, praca, praca. Skutkiem zbiegu różnych okoliczności, wylądowałam w korporacji, nieustannie się śpieszyłam. I dopiero gdy siedziałam w domu kilka tygodni przed urodzeniem pierwszego dziecka, zaczęłam pisać. Ale nie pisywać, tylko pisać. Długo, po kilka godzin dziennie. Wyszła mi z tego książka. To było marne pisanie, bez planu, bez konspektu, i książka wyszła mizerna, nie nadaje się do druku. Nauczyła mnie jednak wiele. Kolejne książki były już pisane przez mnie bardziej świadomie. I są lepsze. I mam nadzieję, każda kolejna będzie coraz lepsza.

Pytanie nr 2: Pozytywka to Pani najnowsza książka. Jakie miała Pani wrażenia tuż po zakończeniu pisania tej pozycji?
Odpowiedź: Dobrze mi się pisało Pozytywkę. Zaczęłam ją jeszcze pracując w korporacji. Pewnego dnia, tuż przed zaśnięciem, dosłownie stanęła przede mną bohaterka. Opowiedziała mi pokrótce swoje losy. Wzięłam wielką kartkę i zapisałam to, co do mnie przyszło. Potem oczywiście rozwijałam wątki, układałam je i dopasowywałam. Wykorzystałam swoją znajomość terenów nadmorskich – pochodzę z Koszalina i znam dobrze tamte okolice. Kiedy skończyłam pisanie, czułam po prostu zadowolenie. Ale to był stan przejściowy. Kilka dni i znów zaczęło mnie nosić. Dzień bez pisania to dzień stracony ;-)

Pytanie nr 3: Ma Pani jakieś plany na inne powieści? I jaki charakter będą miały?
Odpowiedź: Oczywiście! Kolejna powieść jest już skończona i złożona w wydawnictwie. Powinna ukazać się w styczniu. Nie chcę uprzedzać faktów, żadnych spoilerów tutaj nie będzie. Ale to będzie inna powieść, o trudniejszym temacie… zainspirowana życiem. Już nie pisana linearnie, a bardziej… zresztą, miało nie być spoilerów.
A gdy skończyłam tę nową powieść, od razu zabrałam się za następną. Jest już w toku. Kobieca, obyczajowa. Życiowa.

Pytanie nr 4: Czy były momenty podczas pisania, że Pani musiała jakąś część książki pisać od początku albo zwątpienie, czy się na pewno uda stworzyć coś dobrego?
Odpowiedź: Nieustająco mam takie zwątpienia! Myślę, że każdy twórca coś takiego ma. Nieważne: muzyk, plastyk czy pisarz. Z jednej strony każdy tworzący człowiek musi wierzyć w to, co robi. Inaczej nie miałoby to sensu. Czyli każdy artysta musi być trochę bufonem… Nie to, żebym czuła się artystką, dodam na wszelki wypadek, ale tylko dlatego, żeby nikt nie posądził mnie o bufonadę ;-) Jednak aby twórczość miała szansę się rozwijać, każdy twórca musi (czy musi? Pewnie nie, ale chyba zwykle tak jest, to ludzkie) też poddawać w wątpliwość siebie i swoje dzieło. Nieważne, czy jest na poziomie noblowskim czy też podstawowym. Musi (a jednak…) wątpić. Inaczej będzie popadał w grafomanię.
Mnie nieustająco zdarza się wątpić. Dlatego też nie czytam swoich książek po ich wydaniu. Znalazłabym w nich jeszcze mnóstwo rzeczy do poprawienia, a to już ten moment, w którym nie mam wpływu na kształt utworu. Więc czytam, cyzeluję, dopieszczam jak długo mogę. Aż do momentu, w którym książka idzie do druku. A potem odpuszczam i skupiam się na następnym celu.

Pytanie nr 5: Co sądzi Pani o blogerach/vlogerach oceniających różne książki czy też inne rzeczy związane z kulturą np. filmy?
Odpowiedź: Blogosfera to bardzo ciekawe zagadnienie. Dla mnie jest to informacja o tym, jak bardzo ludzie potrzebują wyrażać siebie, w jakim stopniu (ogromnym) poszukują twórczości. W tym dopatruję się powstawania tak dużej ilości blogów. To z jednej strony. Z drugiej – ogrom blogosfery pokazuje nas, ludzi, jako poszukujących informacji. Ciekawskich. Przeciętny odbiorca blogosfery chce czytać o tym, co ktoś myśli i czuje. Po to tam zagląda. Sądzę, że dużo można by wysnuć z blogosfery wniosków na temat kondycji współczesnego społeczeństwa w ogóle, ale tutaj nie miejsce i czas na to. Dotyczy to filmów, książek, gotowania i wszystkich innych tematów.
Blogowanie nie jest też zjawiskiem nowym – Henryka Sinkiewicza Listy z Ameryki dokładnie przecież taką funkcję spełniały…
Jednak trochę mnie blogosfera martwi. To, że ludzie poszukują szeroko rozumianego kontaktu ze sztuką, nawet tą przez małe „s”, jest dobre. Ale poziom niektórych blogów jest żenujący. Mamy tam oszałamiającą mieszankę. Są i fantastycznie piszący ludzie, którzy mają wiele do powiedzenia, starają się promować dobrą twórczość, literacką i nie tylko. Są otwarci, ciekawi świata, sami uczą się wiele i ciągle. Jednak, niestety, nie wszyscy tacy są. To trochę ten obraz zachmurza…
Krótko jednak podsumowując: uważam, że blogosfera jest potrzebna i dobrze że jest. Nie ma co uciekać od współczesnych form komunikacji. Być może wysyłanie listów gołębiem pocztowym jest romantyczne, jednak nie spełnia oczekiwań współczesnego człowieka. Nie zmienimy tego, lepiej pracować nad tym, aby jakość naszych kontaktów, także w blogosferze, była jak najwyższa.

Pytanie nr 6: Może teraz temat związany z filmami oraz z książkami. Konkretnie chodzi mi tu o ekranizacje. Co sądzi Pani o tym? Czy to jest dobre, aby ekranizować książki?
Odpowiedź: Pewnie, że jest dobre. W pewien sposób promuje pisarza, książkę i czytelnictwo w ogóle. Może ktoś zechce coś przeczytać? Cokolwiek? Co przy dzisiejszym poziomie czytelnictwa nie jest bez znaczenia…
Trzeba jednak pamiętać, że ekranizacja to zupełnie inny świat. Czasem inaczej prowadzi się watki, inaczej mówi do nas bohater. Wystarczy uświadomić sobie, że książka liczy przeciętnie trzysta do czterystu stron. Scenariusz – około dziewięćdziesięciu. I każda strona to mniej więcej minuta akcji filmowej… i już wiadomo, dlaczego to są zupełnie inne bajki.
Więc warto, jednak trzeba zdawać sobie sprawę, że te rzeczywistości (książkowa i filmowa) są inne. Mogą się stykać, ale nie będą się nakładać. I wtedy wszystko się będzie zgadzać ;-)

Pytanie nr 7: Czy łatwo jest, według Pani, przekonać do siebie Wydawnictwo, aby zgodziło się wydać książkę czy łatwiej wydać w formie self-publishing?
Odpowiedź: Trudne pytanie. Zbyt wiele w nim „to zależy”, aby odpowiedzieć jednoznacznie.
Zgrubnie jednak podsumowując sądzę, że znacznie łatwiej jest wydać tzw. „selfa”. Łatwiej i szybciej. Ale czy lepiej? Ja uważam, że warto ponieść trud żmudnego przebijania się wydawnicze struktury. Czasem uda się szybciej, czasem trwa to dłużej, czasami bardzo długo. Jeśli jednak tekst jest napisany dobrze, znajdzie w końcu swojego wydawcę.
Samo publikowanie ma zalety (przede wszystkim wspomniana już szybkość i bezproblemowość), jednak ma także wiele wad. O wiele za dużo wad, bym polecała je komuś, kto na poważnie chciałby się zająć pisaniem.

Pytanie nr 8: Jak się Pani czuje, kiedy czyta Pani pochlebne opinie oraz te krytyczne?
Odpowiedź: O, to akurat proste pytanie.
Jak milion dolarów albo jak kompletnie wbita w ziemię mrówka. Chociaż powinnam chyba powiedzieć: lis…
Bardziej na poważnie – cieszę się z każdej pochlebnej recenzji. Czasem mam wrażenie, że na nią nie zasługuję, ale cieszę się.
Te krytyczne studiuję uważnie. Kiedyś zetknęłam się z recenzją blogerki, która napisała, że wprawdzie nie przeczytała książki, ale jej się nie podobała. Co dziwne, to była uznana blogerka. Byłam zdumiona, ale uznałam, że jest to opinia, z którą nie warto polemizować. Nie można traktować czegoś takiego poważnie.
Wiele jednak jest recenzji, z którymi się zgadzam. I biorę do serca. I myślę o tym, jak to zrobić w następnej powieści, żeby ten element było dopracowany bardziej… Zdarzyło mi się korespondować z recenzentką, i wzajemnie się przekonałyśmy do swoich racji. To było świetnie doświadczenie.
Staram się nie zamykać na opinie Czytelników, także te krytyczne. Bo przecież właśnie takie pomagają się rozwijać.

Pytanie nr 9: Pani pisze powieści bardziej współczesne, obyczajowe. Ktoś proponuje Pani, aby napisała Pani książkę w takim gatunku, w którym Pani nie czuje się najlepiej i/lub bardzo słabo Pani zna. Godzi się Pani na takie doświadczenie?
Odpowiedź: Przemyślałabym temat. Pisanie współczesnej powieści też często wiąże się z koniecznością poznania obcej autorowi rzeczywistości. Na przykład moja kolejna powieść częściowo będzie toczyć się w szpitalnej sali – musiałam poznać realia, zachowania ludzi, procedury medyczne. Oczywiście w granicach, w którym byłam w stanie je poznać i w których były mi potrzebne. Wcześniej to była obca mi rzeczywistość. Nie ucieknę także więc od nieznanego mi gatunku.
Czy ostatecznie podjęłabym się zadania – nie wiem. Ale zbyt jestem ciekawa życia i świata, żeby a’priori takie wyzwanie odrzucić.

Pytanie nr 10: Co według Pani jest lepsze: książka czy e-book?
Odpowiedź: Jajo czy kura?
Dla mnie książka. Ale to bardzo osobista opinia. Nie mam nic przeciwko e-bookom, chociaż sama wole poczuć w dłoni dotyk papieru. Jednak obie formuły uważam za po prostu dobre. Ważne, żeby czytać! – a na czym? To już kwestia wtórna. ;-)
Zapraszam także na inny wywiad Autorki, która udzieliła specjalnie dla akcji/portalu o nazwie Agencja Runa. Zapraszam także na fanpage bloga, fanpage Agencji i mój Autorski.

2 komentarze:

  1. Nie znam tej autorki, ale po tym wywiadzie chciałabym poznać jej twórczość :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam jeszcze książki tej autorki. Ale może niebawem ulegnie to zmianie. Ciekawy wywiad.

    OdpowiedzUsuń