Aloha, przybyszu. Jesteś właśnie na sekretnym tropie, gdzie znajdziesz recenzje, wywiady czy tematy około książkowe. Jeśli chcesz, zostań na dłużej, będzie miło. Możesz zaobserwować blog, polubić fanpage oraz subskrybować kanał na YouTube.

* Sekretny Trop istnieje od 01.08.2016.
* Aktualny szablon jest od 21.01.2017 wykonany przez Ayash.
* the Shadow będzie pojawiać się w każdą pierwszą sobotę miesiąca.
*the Shadow nie ma żadnego znaczenia. Jest to po prostu wybrane słowo, do określenia cyklu postów.
* recenzje, wywiady czy inne posty będą publikowane nieregularnie
* Ayash mówi o... to nieregularny cykl filmów umieszczanych na kanale YT oraz na sekretnym tropie
* Nick Ayash nie ma żadnego znaczenia.

27.07.2017

Recenzja: Jak Feniks z Popiołów











Autor: Greta Gulsen
Tytuł: Jak Feniks z Popiołów
Wydawnictwo: Czarna Kawa
Data Wydania: 21.07.2017
Wydanie: I
Forma: Papier
Ilość stron: 316
Gatunek: Literatura piękna/współczesna










Opis:
Jak Feniks z popiołów to książka dwuwarstwowa. Jedna warstwa to świat medyczny: młoda lekarka Laura, główna bohaterka, inni lekarze i pacjenci szpitala, ich romanse, przyjaźnie, niechęci, tragedie i fascynacje. By pomóc czytelnikowi odkryć drugą warstwę i zmusić go do myślenia, Autorka nie waha się poruszać delikatnych tematów, stawiać bohaterów przed trudnymi wyborami czy wciąż zaskakiwać zwrotem akcji, często brutalnym. Po co? Oto jedna z lekcji:
Proszę cieszyć się życiem i brać z niego garściami. Nie każdy mój pacjent ma tyle szczęścia, by dostać nowe życie. Odrodzić się niczym Feniks z popiołów.
To wszystko zaś w atmosferze czasów międzywojnia i kina przedwojennego, przy akompaniamencie niezapomnianych piosenek. Iście niebanalne połączenie.

Recenzja:
Jak Feniks z Popiołów to powieść z tego gatunku literackiego, w którym dopiero zaczynam przygodę. Owszem, już parę książek z mam przeczytanych, ale ta ilość nie jest tak duża i dopiero od około roku dopiero czytam, gdzie inne gatunki czytam od kilku lat. Wybierając tą pozycję nie wiedziałam, czego w sumie się spodziewać.
Weszła do szpitala i od razu skierowała się w stronę wind.
Książka ta podzielona jest na trzy rozdziały. Pierwszy to Przeszłość 2000 rok. Główną bohaterką jest Laura Chojnicka, która wówczas ma 26 lat i odbywa swój staż w szpitalu sopockim. Drugi to Teraźniejszość 2006 rok. I w tym rozdziale pierwsze skrzypce gra Laura Chojnicka, 32 latka przybywa do Krakowa. Trzeci to Przyszłość 2016 rok. Lecz tym razem akcja stoi po stronie Gustawa Chojnickiego mający 26 lat.
Następnego dnia zwarta i Gotowa Laura ruszyła na podbój medycyny.
Kim jest Gustaw Chojnicki wspomniany wyżej? Mogę tylko powiedzieć, że jest to ktoś bardzo ważny dla Laury. Historia jest o kobiecie, dla której świat medycyny staje się wszystkim. Blokuje się na uczucie, jakim jest miłość z powodu fatalnych związków, ale czy do końca tak blokowała, tego nie zdradzę. Jest dużo śmierci i przekrętów, do których doprowadzają lekarze. Nie jest to bajeczna powieść. Owszem, pojawiają się związki czy współżycie, ale nie kipi tak tym. Jest dodane w taki subtelny sposób. Nie jest dużo bohaterów, ale to dobrze. Są za to dobrze wykreowani i każdy z nich coś wnosi do całości powieści. Miejsca zaś stanowią tło to znaczy wykreowane na tyle, aby mieć ten podstawowy obraz. Nic więcej, bo jednak są takie książki, w których miejsca są charakterystyczne, mają taki klimat. W tym przypadku to tylko tło, jak już wspomniałam.
Jeszcze parę słów chcę powiedzieć o pracy Laury. Miejscem pracy to szpital. Mniejsza o to, czy to Sopot czy też Kraków. Jest to praca, której czytelnikowi jest przybliżona to znaczy, jakie badania są wykonywane danemu pacjentowi itd, ale część akcji to rozmowa między stażystami czy też lekarzami, które niekoniecznie tyczą się pacjentów.
Choć nie ma autopsji, to istnieje dużo śmierci. Praktycznie, co chwila ktoś umiera. Może nawet dobrze, że nie ma autopsji. Mam dużą odporność i niekiedy oglądam filmiki jakieś straszne późną nocą, ale nie wiem, czy bym to zniosła. Jeden filmik na przykład był nieziemsko mocny i przyznam, że bałam się, jak nigdy wcześniej.
Jedyne, co mi rzuciło się w oczy to fakt, że w paru miejscach są niedociągnięcia korektorskie. Możliwe osoba, która robiła korektę, przez nie uwagę ominęła parę szczegółów. Brakuje choćby dywizy czy spacja przed znakiem interpunkcyjnym, czego nie ma po kolejnym słowie. Nie ma tego dużo, ale niestety, pojawia się.
Podsumowując, gdy dowiedziałam się, że wpierw powstało opowiadanie fan fiction na podstawie serialu Na dobre i na złe (słyszałam o różnych ff, ale nigdy o takim typu), lecz później autorka powieści postanowiła przekształcić to, co napisała w książce. Roboty więc nie mała ilość, bo nie może być to kopiuj wklej. Zastanawiałam się, co może z tego wyjść, ale przyznam, że się to autorce udało. Gdy zaczęłam czytać, to od razu można zauważyć, że jest to inspiracja, ale na pewno nie plagiat.
Nie jest to powieść dla każdego. Dlaczego? Bo nie jest to łatwa literatura. Styl dobry i przyjemnie się czyta, to treść sama w sobie jest dla kogoś, kto ceni sobie refleksje. Jest to dla kogoś, kto po przeczytaniu, siądzie sobie i zastanowi się. Zatrzyma i pomyśli.
7/10 - przyjemne
Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Kawa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz